Aktywne

qcoolka, do ksiazki
@qcoolka@101010.pl avatar

Jeśli boisz się Australii, ta książka cię nie uspokoi – ale na pewno rozbawi.

Bill Bryson – król błyskotliwej gawędy – po raz kolejny wyrusza w podróż, tym razem na koniec świata, gdzie wszystko chce cię zabić: pająki, meduzy, rekiny, a nawet… urocze muszelki. Ale zamiast reportażu grozy dostajemy pełną humoru opowieść o kraju, który Bryson z równą fascynacją podziwia, co komentuje z przymrużeniem oka.

„Śniadanie z kangurami” to połączenie przewodnika, dziennika podróży i stand-upu na kartkach książki. Autor przemierza australijskie bezdroża, odwiedza zapomniane miasteczka i największe metropolie, zadając sobie jedno pytanie: jak to możliwe, że ten kontynent jeszcze istnieje? Bo Australia to dla niego miejsce paradoksów – olbrzymie, a niemal puste; przyjazne, a pełne śmierci; pełne słońca, a jednak z mroczną historią.

W porównaniu z „Piknikiem z niedźwiedziami”, gdzie walczył z własną kondycją na szlaku Appalachów, tu autor oddaje głos samej Australii. To ona gra pierwsze skrzypce – dzika, zabawna, nie do ogarnięcia. Bryson zaś komentuje to z gracją inteligentnego turysty z lekkim szokiem kulturowym.

Jeśli szukasz książki, która cię rozśmieszy, zaskoczy i zostawi z dziwną ochotą na śniadanie w buszu – to lektura dla ciebie. I pamiętaj: nie dotykaj niczego, co wygląda niewinnie. Zwłaszcza muszelek.

@ksiazki

qcoolka, do ksiazki
@qcoolka@101010.pl avatar

Wiem, że może dużo, ale książek czytałem sporo, a recenzji nie wrzucam prawie w ogóle... Ale nadrabiam!

„Blackout” – Europa bez prądu i z głową w… ciemności

Marc Elsberg pokazuje, jak łatwo cywilizacja może paść na pysk – wystarczy, że ktoś wyłączy światło. Blackout to thriller, w którym cała Europa pogrąża się w mroku, a ludzie bez prądu błyskawicznie cofają się mentalnie do epoki kamienia łupanego. Supermarkety pustoszeją, ludzie myją się chusteczkami nawilżanymi, a szpitale ratują życie na bateriach i modlitwach.

Techniczne opisy momentami przypominają podręcznik dla energetyków, ale całość trzyma w napięciu. Główny bohater – włoski haker – biega od stacji transformatorowej do rządu i próbuje ogarnąć chaos, który nawet Niemcom wymyka się spod kontroli.

Podsumowując: książka działa jak impuls elektryczny – kopie w mózg i zostawia cię z pytaniem: "Ile wytrzymam bez prądu, zanim zacznę gotować makaron na świeczce?". Śmieszne, straszne i cholernie możliwe.

I tutaj ciekawostka: mam 2 egzemplarze tej książki w wersji papierowej, plus w book. Jeśli ktoś byłby chętny na jedną wersję papierową, to mogę sprezentować!

@ksiazki

Mateusz,
@Mateusz@101010.pl avatar

@qcoolka @ksiazki w kontekście ostatnich wydarzeń z półwyspu iberyjskiego - bardzo ciekawe :)

A jak połączymy kropki, że krypto i MLL rozwijają się szybciej niż elektrownie to zdaje się, że to musi się wydarzyć

qcoolka,
@qcoolka@101010.pl avatar

@Mateusz @ksiazki I w tej książce, która ma parę lat, pokazane jest, że to w sumie nie takie bujanie w obłokach, tylko realny scenariusz...

qcoolka, do ksiazki
@qcoolka@101010.pl avatar

„K-PAX” – kosmita z błyskiem w oku i dziurą w naszej psychice

Wyobraź sobie, że siedzisz w szpitalu psychiatrycznym i nagle zjawia się facet w okularach przeciwsłonecznych, który twierdzi, że przybył z planety K-PAX, odległej o 1 000 lat świetlnych. A potem... mówi rzeczy, które sprawiają, że zaczynasz mu wierzyć. Albo przynajmniej przestajesz być pewien, kto tu tak naprawdę potrzebuje pomocy.

Tak zaczyna się książka K-PAX Gene’a Brewera – psychologiczna zagadka w science-fictionowym przebraniu. Główny bohater, prot, (pisane małą literą, bo kosmici ponoć nie mają ego), pojawia się w instytucji psychiatrycznej w Nowym Jorku i błyskawicznie rozkłada personel na łopatki swoją wiedzą, spokojem i... urokiem osobistym, którego mógłby pozazdrościć każdy guru od mindfulness.

Doktor Gene Brewer (tak, autor nadał psychiatrze swoje imię i zawód – skromność level: Mars) stara się rozgryźć pacjenta. Czy prot to chory psychicznie człowiek, który stworzył sobie planetę jako ucieczkę przed traumą? Czy może naprawdę przybył z K-PAX, gdzie nie istnieją wojny, podatki, ani reality show?

Książka jest jak terapia grupowa dla czytelnika – z jednej strony zmusza cię do zadawania trudnych pytań o to, czym jest tożsamość i zdrowie psychiczne, z drugiej – rzuca filozoficznym żartem albo absurdalnym dialogiem, który rozładowuje napięcie. Brewer pisze prosto, czasem wręcz naiwnie, ale ta prostota działa – jak rozmowa z kimś, kto wie więcej, ale nie chce cię zawstydzić.

A jeśli widziałeś film z Kevinem Spaceyem – zapomnij na chwilę. Film, choć dobry, łagodzi całą psychologiczną niejednoznaczność książki i robi z niej bardziej hollywoodzką opowieść o uzdrowieniu. Książka tymczasem zostawia cię na końcu z niepokojącą myślą: a co jeśli prot naprawdę mówił prawdę? I czemu, do diabła, nikt z nas nie chce żyć jak K-paksjanie?

Tak więc: K-PAX to coś pomiędzy terapią a filozoficzną łamigłówką w przebraniu science fiction.

@ksiazki

lazik,
@lazik@pol.social avatar

@qcoolka @ksiazki Książki nie czytałem, choć teraz chyba po nią sięgnę. A w przypadku filmu, chyba nigdy nie dopuściłem do siebie rozwiązania, że prot jest tylko wariatem. Raczej czułem, że to ludzkość nie dorosła wciąż do "innego". Film chyba też muszę sobie przypomnieć 😎

qcoolka, do ksiazki
@qcoolka@101010.pl avatar

„Nie zdążę” to książka o Polsce, którą znamy, ale o której nie chcemy mówić głośno – bo psuje narrację o równym dostępie, cyfrowej rewolucji i nowoczesnym państwie.

Olga Gitkiewicz w swoim reportażu pokazuje, jak potężna może być siła… rozkładu jazdy. A raczej jego braku. To opowieść o wykluczeniu komunikacyjnym – zjawisku, które brzmi jak temat z konferencji samorządowej, ale uderza w ludzi tak skutecznie, że nie mają jak do tej konferencji dojechać.

Autorka pisze o ludziach, których życie rozgrywa się w rytmie jednego autobusu dziennie (albo wcale), o uczniach dojeżdżających godzinami do szkół, o bezrobotnych, którzy nie mogą podjąć pracy, bo PKS nie dowozi. I o państwie, które od lat ten problem ignoruje z uporem godnym… no cóż, PKS-u.

Gitkiewicz nie popada w sentymentalizm, choć temat temu sprzyja. Jej styl jest suchy, reporterski, miejscami kąśliwy – i bardzo dobrze. Nie ma tu narracji zbawczyni narodu, za to są celne obserwacje, wypowiedzi mieszkańców wsi i miasteczek, a przede wszystkim ciche oskarżenie wobec tych, którzy potrafią budować autostrady, ale nie potrafią zorganizować zwykłego dojazdu do przychodni.

„Nie zdążę” nie oferuje łatwego katharsis. To nie jest książka, po której zamkniesz oczy z nadzieją, że „coś się zmieni”. Wręcz przeciwnie – otwierasz oczy i widzisz, że kraj, w którym żyjesz, ma dwa oblicza. Jedno ma metro i aplikację mobilną. Drugie – błoto i godzinę piechotą do przystanku-widmo.

Zamiast „Polska w ruinie” – Polska bez autobusu.

@ksiazki

TOrynski,
@TOrynski@mastodon.scot avatar

@qcoolka @ksiazki bardzo dobra, polecam.

A na drugą nóżkę "ostre cięcie" Tramera.

qcoolka, do ksiazki
@qcoolka@101010.pl avatar

Kolejny wpis na temat książki, którą mogę Wam polecić...

"Piknik z niedźwiedziami", czyli jak przeżyć z dziką przyrodą, nie zabijając przyjaciela ani siebie

Bill Bryson, człowiek, który o geografii i historii wie więcej niż połowa Wikipedii, postanowił w pewnym momencie życia, że pójdzie… na spacer. Ale nie taki zwykły spacer do Żabki po kefir. Nie. On poszedł na Appalachian Trail – ponad 3 500 kilometrów przez góry, lasy, błoto i komary wielkości gołębi. Bo czemu nie?

Towarzyszy mu Stephen Katz – stary kumpel, który ma kondycję pieczonego ziemniaka i na każdy kilometr szlaku reaguje tak, jakby ktoś kazał mu przebiec maraton w klapkach. Ich duet to coś pomiędzy "Głupim i głupszym", a "Survivor" w wersji dla nieprzygotowanych. Jeden zna się na mapach, drugi nie potrafi zawiązać sznurówek bez przekleństwa. Efekt? Komedia pomyłek na świeżym powietrzu.

Bryson w swoim stylu miesza fakty, anegdoty i sarkazm w taki sposób, że nawet opowieść o geologii Appalachów potrafi rozbawić bardziej niż niejeden kabaret. A kiedy już myślisz, że gorzej być nie może – pojawia się niedźwiedź. Lub coś, co może być niedźwiedziem. Albo chociaż szopem w złym humorze.

Nie spodziewaj się jednak poradnika „Jak przetrwać w dziczy” – to raczej „Jak nie umrzeć ze śmiechu, próbując przetrwać w dziczy (i uniknąć halucynacji z odwodnienia)”. Bryson zgrabnie kpi z samego siebie, z amerykańskiej obsesji na punkcie natury, i z faktu, że nikt tak naprawdę nie wie, dlaczego ktoś miałby iść przez pół kontynentu z własnej woli.

Podsumowując: "Piknik z niedźwiedziami" to książka o wędrówce, w której najważniejszym celem jest nie zwariować – ani przez przyrodę, ani przez własnego towarzysza. Świetna rzecz dla tych, którzy kochają podróże… z bezpiecznej kanapy.

@ksiazki
(kadr z filmu, który IMO jest dużo gorszy niż książka)

qcoolka, do ksiazki
@qcoolka@101010.pl avatar

Harald. Czterdzieści lat na Spitsbergenie – książka, która pachnie dymem, mrozem i samotnością

Mam nadzieję, że ktoś z Was czytał te parę zdań o "Walden", które wypociłem kilka dni temu... Jeśli tak, to być może spodoba Wam się i ta recenzja...

W świecie pełnym poradników o „życiu w zgodzie z naturą”, gdzie kontakt z przyrodą często sprowadza się do weekendu w domku z jacuzzi, Harald to zupełnie inna liga. To książka dla tych, którzy wiedzą, że ogień trzeba rozpalić samemu, a noc naprawdę może być ciemna, zimna i nieprzewidywalna.

Harald Solberg, Norweg z duszą samotnika, przeżył cztery dekady na Spitsbergenie – samotnie, z dala od ludzi, z pełnym szacunkiem do miejsca, które nie wybacza błędów. Tu nie ma prądu, sklepu na rogu ani sąsiada, który pożyczy łopatę. Jest tylko człowiek i natura. Brutalnie szczera relacja.

W przeciwieństwie do Thoreau z Waldena, który swoje „życie w lesie” prowadził na pół etatu, z dostępem do miasteczka i wygód, Harald niczego nie udaje. Nie filozofuje, nie moralizuje. Po prostu mówi, jak jest: jak wygląda samotność, kiedy naprawdę nie masz z kim porozmawiać przez tygodnie; jak smakują zapasy po kilku miesiącach zimy; co się dzieje, kiedy lód nie odpuszcza, a trzeba przeżyć.

To książka nie tylko o przetrwaniu, ale też o relacji z miejscem, z samym sobą, z ciszą. Dla kogoś, kto ceni bushcraft, życie off-grid, wędrówki z plecakiem i kontakt z dziką przyrodą – Harald będzie jak rozmowa przy ognisku z kimś, kto naprawdę wie, co to znaczy „żyć w terenie”.

Nie znajdziesz tu gotowych przepisów na proste życie. Ale znajdziesz opowieść, która zostaje w głowie na długo. I może zainspiruje Cię do jednej rzeczy: by wyłączyć telefon, spakować plecak i pójść w stronę, gdzie nie ma śladów.

@ksiazki

SkrzAt161, do ksiazki
@SkrzAt161@pol.social avatar

Kącik książkowy #2 :bedbug:

Kolejna odsłona kącika książkowego - znakomite znalezisko z biblioteki.

Z lekkiego solarpunka z pierwszej części cyklu do przygnębiającego tematu granicy polsko-białoruskiej.

"Jezus umarł w Polsce" to reportaż Mikołaja Grynberga - pisarza, fotografa, który zdecydował się udać na Podlasie, gdzie znajduje się paradoksalnie najbezpieczniejsza droga do Europy. Drogę tę wybierają uchodźczynie i uchodźcy uciekając przed prześladowaniami, wojnami, bądź poszukując lepszego życia. Niestety, rządy prawicy, zarówno tej mającej większość przed 2023, jak i tej rządzącej teraz, łamią podstawowe prawa człowieka osób szukających schronienia.

Autor oddaje głos osobom aktywistycznym działającym na granicy. Porusza takie tematy jak motywacje, relacje ze społecznością lokalną, wypalenie. Niektóre sylwetki są bardzo nieoczywiste, takie jak wojewoda-aktywista. Rozmowy z aktywist[k]ami są przeplatane... rozmowami z funkcjonariuszami straży granicznej - co jeszcze bardziej wzbogaca kreślony obraz sytuacji na granicy.

Jest to temat niezwykle ważny i, niestety, dalej aktualny. Obecnie rządząca koalicja, pierwotnie obiecując ochronę praw człowieka, łamie kolejne - odmawiając prawa do azylu.

Na koniec kwestia pod dyskusję - definicja uchodźstwa sformułowana przez takie podmioty jak Amnesty International i UNHCR sugeruje, że uchodźcami są wszystkie te osoby, których prawa człowieka zostały naruszone (https://www.amnesty.org/en/what-we-do/refugees-asylum-seekers-and-migrants/).
W poczet praw człowieka wlicza się prawo do godnej pracy, wyżywienia, mieszkania etc. (art. 23 i 25) Toteż można na tej podstawie wysunąć wniosek, że osoba wykluczona ekonomicznie, próbująca odmienić swój los opuszczając kraj zamieszkania staje się uchodźcą.
Jest to moim zdaniem przyczynek do odrzucenia stygmatyzującej kategorii "migranta ekonomicznego". Zapraszam do dyskusji nt. tej językowej zmiany i jej potencjalnej użyteczności. Co o tym sądzicie?

@ksiazki

emill1984, do muzyka
!deleted130 avatar
bobiko,
@bobiko@pol.social avatar

@emill1984

@muzykaklubowa

Brzmi ciekawie, potem sobie odsłucham. Ciekawe, jak na to branża zareaguje, bo the 3 nie istnieje od tego feralnego zdarzenia. Bartes, neevaldem mieli swoj autorski występ

emill1984,
!deleted130 avatar

@bobiko @muzykaklubowa ja jeszcze nie sluchalem, puscilem sobie tylko na szybkim rewi ndzie bez dzwieku i z tego co widzialem, cala audycja byla bez gadania - MC nie wzial ani razu mikrofonu do reki (moze pod koniec cos bylo - nie sprawdzalem)

dancingindystopia, do muzyka
@dancingindystopia@pol.social avatar

Wszystkiego najlepszego dla serca i mózgu Nine Inch Nails, Trenta Reznora! Jego muzyka towarzyszy mi od jakiegoś 2007 roku i nigdy się nie nudzi ani nie męczy (choć wiadomo, nie wszystkie albumy mi wchodzą po równo) 🖤
Nie przygotowałam z tej okazji żadnego konkretnego tribute, ale mogę się podzielić starszymi peanami na cześć NIN:

🥀 RESEARCHE NIEISTOTNE: KWIATY W ESTETYCE NINE INCH NAILS https://19czwartych.art.blog/2022/04/18/ninkfjatki/
🥀 RAPORT Z PRZESŁUCHANIA: Nine Inch Nails „Ghosts V-VI” (2020) https://19czwartych.art.blog/2020/03/28/ghosts-v-vi/
🥀 ROZKMINY: ULUBIONY ZESPÓŁ (napisane jeszcze przed moją erą Bring Me, hehe, ale NIN jest ze mną duuużo dłużej, więc zawsze będzie w pewien sposób ulubiony) https://19czwartych.art.blog/2021/11/14/rozkminy-ulubiony-zespol/

Koncerty w Europie coraz bliżej! Aaaa, jaram się strasznie, nie ma co ukrywać. A z was ktoś się wybiera? Jak tak, to gdzie?

@muzykametalowa @muzykametalowa

Mija, do Spoleczenstwo
Mija avatar

Temat jest jak bumerang, nie załatwiony powraca
Dzieci oswajają się z ekranami w bardzo młodym wieku, a potem czas spędzany przed ekranem gwałtownie wzrasta, piszą autorzy raportu z Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD).

https://cyfroweobywatelstwo.pl/internetdzieci/

Mija,
Mija avatar

@chlopmarcin
Uzależnienie od czegokolwiek moze dotyczyć wszystkich ludzi, jednak udzieci nie umieją się same obronić.
.
https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C107898%2Cimpact-anna-lembke-media-cyfrowe-dzialaja-podobnie-jak-narkotyki-i-alkohol

chlopmarcin,
@chlopmarcin@101010.pl avatar

@Mija Dzięki za link! 😃

Spodobał mi się szczególnie ten fragment:

"Żyjemy dziś w czasach, w których ludzie są znacznie bardziej podatni na uzależnienia, ponieważ wiele codziennych doświadczeń zostało, mówiąc obrazowo, +znarkotyzowanych+. Przemysł spożywczy dodał do jedzenia sól, tłuszcze, cukier i wzmacniacze smaku. Społeczne relacje zostały +znarkotyzowane+ przez media społecznościowe. Gry – podobnie. Zakupy także. W rezultacie coraz więcej osób będzie zagrożonych uzależnieniem, bo mamy po prostu do czynienia z większą liczbą +narkotyków+" - powiedziała Lembke".

xiegozbior, do ksiazki
@xiegozbior@pol.social avatar

Raymond Chandler - Playback

“Playback”, czyli siódma część przygód detektywa Marlowe’a autorstwa Raymonda Chandlera, ma zdecydowanie mniej polotu niż poprzednie części. Zastanówmy się, dlaczego.

Link do wpisu 🔗
https://xiegozbior.pl/zajawki/2025/05/17/raymond-chandler-playback.html


@ksiazki
Pełny wpis w wątku poniżej! ⬇️

emill1984, do muzyka
!deleted130 avatar

Drama w i to na najwyzszym stopniu. Okazalo sie, ze wykorzystal w jednym ze swoich najnowszych kawalkow sample z od . Wzial partie "pianina" i przesunal (w Blessings zaczyna sie od polowy tego, co slyszymy w Offshore).

Serio? Rozumiem jakby to byl jakis dzieciaczek, ktorego kawalki uslyszy 5 osob z klasy, ale Harris? I myslal, ze nikt sie nie zorientuje? 🤦‍♂️

Blessings: https://www.youtube.com/watch?v=_okjhzBpdU0
Offshore: https://www.youtube.com/watch?v=7BYTIATwb0E

film, na ktorym Chicane wyraznie pokazuje podobienstwo sampli (niestety facebook only): https://www.facebook.com/chicanemusic/videos/1070422388476865/

@muzykaklubowa

raanst,
@raanst@pol.social avatar

@emill1984 @muzykaklubowa

uaah, ale to buja!

emill1984,
!deleted130 avatar

@mkljczk wiesz, wystarczylo wyslac maila i zapytac "ej, stary, chce nagrac kawalek ze starym vibe i strasznie mi pasuje Twoj sampel, moge go uzyc?"

to czesto spotykana praktyka, nawet chyba nie wiaze sie z placeniem tantiem autorowi oryginalu (chyba, tu bym potrzebowal wiecej zrodel), a nie, ze bierzesz cholernie znany motyw (budujesz na tym nostalgiczny klimat utworu) i masz w nosie zdanie autora ¯_(ツ)_/¯

SceNtriC, do muzyka
@SceNtriC@101010.pl avatar

Niedużo w tym tygodniu, bo słaby był. Jedziemy.

  1. Ondfodt, album "Dimsvall" - mam wrażenie, że ten zespół nie nagrywa słabych płyt. Już poprzednie wydawnictwa były dobre, choć pamiętam, że po wpierdzielu na początku utworów zawsze trochę narzekałem na dłuższe spowolnienia w środku. Tutaj tego tak nie odczułem, ale też jest mniej odczuwalny klimat "krypty" - jest trochę przestrzenniej. Aczkolwiek chyba jednak wolałem poprzedni krążek.

  2. Tottal Tomming - nie umiem nazwać tego gatunku, ale jest to coś z pogranicza grindcore'u i hardcore'u. Po prostu rzeź, ale nie taka bezmyślna, tylko z akcentami niemuzycznymi w środku, a nawet humorystycznymi. Warto sprawdzić, jeśli lubicie taką niemroczną nawalankę.

  3. Lorna Shore, singiel "Oblivion" - czyli obecnie chyba najpopularniejszy i wręcz będący internetową sensacją zespół deathcore'owy (właściwie symfoniczno-deathcore'owy) wypuścił nowy utwór. I jak się można się spodziewać, znowu Will Ramos pokazuje moc swojego gardła (tak, nadal mówimy o muzyce). Z Lorną mam ten problem, że na dłuższą metę słychać u nich te same patenty, ale to schodzi na dalszy plan, gdy znowu zaczyna się fragment z ekwilibrystyką wokalną Willa - tutaj taki jest i choć nie jest to "widowisko" na miarę głosu topionej świni z "To the Hellfire", to i tak daje ciary.

  4. My Chemical Romance - "no głupi jakiś, przecież to nic nowego". Wymieniam tutaj MCR, gdyż co jakiś czas dociera do mnie, jak bardzo ten zespół pasuje do mojego gustu - tutaj klika bardzo dużo, począwszy od wokalu, mocy, jak i dochodząc kompozycji. Aspekt liryczny jest ciekawy, ale nie dominujący. Dzisiaj też włączyłem sobie "Three Cheers for Sweet Revenge" i mimo ze bardziej wolę "The Black Parade", to to jest po prostu to - powrót do czasów nastoletnich, ale który nadal się broni. Jeśli możecie polecić coś podobnego, to chętnie przyjmę, bo wszystkie podobne zespoły do MCR jak na razie mi po prostu nie pasowały.

@muzykametalowa

SceNtriC, do ksiazki
@SceNtriC@101010.pl avatar

Po paru nieudanych próbach z Jadowską jest to seria, która była już bardzo blisko tego, żebym dalej ją czytał i kto wie - może kiedyś się skuszę. Dzieje sie tutaj dużo i w ciekawy sposób, ale brakuje mi więcej największego atutu p. Jadowskiej, czyli humoru.

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/dziewczyna-z-dzielnicy-cudow/opinia/90976207

@ksiazki

crazy2bike, do bikes
  • Wszystkie
  • Subskrybowane
  • Moderowane
  • Ulubione
  • NomadOffgrid
  • test1
  • krakow
  • Gaming
  • muzyka
  • fediversum
  • esport
  • FromSilesiaToPolesia
  • tech
  • Cyfryzacja
  • warnersteve
  • rowery
  • healthcare
  • m0biTech
  • Psychologia
  • Technologia
  • niusy
  • MiddleEast
  • ERP
  • Spoleczenstwo
  • sport
  • informasi
  • turystyka
  • Blogi
  • shophiajons
  • retro
  • Travel
  • Radiant
  • Wszystkie magazyny