Generatywna sztuczna inteligencja to katastrofa klimatyczna Firmy technologiczne porzucają zobowiązania dotyczące emisji, aby ścigać udział w rynku sztucznej inteligencji
Pamiętasz, jak kilka lat temu wszyscy mówili o tym, że sam Bitcoin zużywa tyle energii, co średniej wielkości kraj, aby umożliwić szalejące spekulacje i oszustwa finansowe? W niektórych jurysdykcjach popyt był tak wysoki, że uniemożliwiał wyłączenie elektrowni zasilanych paliwami kopalnymi, a nawet reaktywację niedziałającej infrastruktury wytwarzającej zanieczyszczenia. Opłaty środowiskowe związane z kryptowalutami były słusznie postrzegane przez wiele osób śledzących branżę jako nieuzasadnione. Ale boom generatywnej sztucznej inteligencji przenosi to na zupełnie nowy poziom.
Od czasu uruchomienia ChatGPT w grudniu 2022 r. cała branża technologiczna przeorientowała się, aby spróbować zwiększyć zainteresowanie generatywną sztuczną inteligencją, a wiele sektorów poza nią udawało, że robi coś ze sztuczną inteligencją (AI) w nadziei na wzrost cen akcji. Ale jeśli są jacyś zwycięzcy szumu związanego ze sztuczną inteligencją, to są to firmy prowadzące centra danych - zwłaszcza Microsoft, Google i Amazon - oraz te, które produkują chipy, które to wszystko napędzają. Nvidia jest wyróżniającym się przykładem w tej kategorii, biorąc pod uwagę jej wzrost do jednej z najbardziej wartościowych spółek giełdowych na świecie i pytania, które wywołała bańka AI.
Wszystkie te generatywne narzędzia sztucznej inteligencji są niezwykle intensywne obliczeniowo, co oznacza, że wymagają dużej ilości dedykowanego sprzętu w ogromnych hiperskalowych centrach danych należących do oligopolu chmurowego, a cała ta moc obliczeniowa wymaga ogromnej ilości wody i energii elektrycznej, aby utrzymać ją w ruchu. Jeśli śledziłeś wiadomości o inwestycjach technologicznych w ciągu ostatniego roku, widziałeś tego efekty, gdy Microsoft, Google i Amazon co kilka tygodni przeznaczały miliardy dolarów na nowe społeczności na całym świecie na nowe projekty centrów danych.
Rosnące zapotrzebowanie AI na zasoby
Niektóre z tych projektów są dalekie od uruchomienia, ale już zaczynamy otrzymywać konkretne liczby, które umieszczają opłatę za tę ekspansję obliczeń w kontekście. Na początku tego tygodnia firma Google ujawniła, że jej emisje wzrosły o 48% w ciągu zaledwie pięciu lat, pomimo wcześniejszych obietnic osiągnięcia zerowej emisji netto do 2030 roku. Znaczna część tego wzrostu wynika z dążenia do przyspieszenia wdrażania sztucznej inteligencji. Podobnie wygląda sytuacja w Microsoft.
W maju konglomerat ujawnił, że jego własne emisje wzrosły o około 30% od 2020 roku, zagrażając jego zobowiązaniu do osiągnięcia zerowej emisji dwutlenku węgla do 2030 roku. Rozmawiając z Bloombergiem, prezes Microsoftu Brad Smith powiedział, że cel dotyczący emisji dwutlenku węgla “moonshot” został ustalony przed momentem generatywnej sztucznej inteligencji, w wyniku czego “księżyc jest pięć razy dalej niż w 2020 roku, jeśli pomyślimy tylko o naszej własnej prognozie ekspansji sztucznej inteligencji i jej potrzeb elektrycznych”. Krótko mówiąc, Smith nie zamierzał pozwolić, by względy klimatyczne przeszkodziły jego firmie we wdrożeniu produktów AI wymagających dużej ilości zasobów i próbie umocnienia swojej dominacji w gospodarce chmurowej.
Dzięki inwestycji w OpenAI, Microsoft znajduje się w czołówce generatywnej sztucznej inteligencji, a także przewodzi w zwiększaniu pojemności centrów danych, aby to umożliwić. Firma ma obecnie ponad 5 gigawatów (GW) zainstalowanej mocy serwerów, czyli więcej niż zużycie energii elektrycznej w Hongkongu lub Portugalii, i wyznaczyła sobie wewnętrzny cel znacznego przyspieszenia nowej mocy do dodatkowego 1 GW w pierwszej połowie 2024 r., Osiągając dodatkowe 1,5 GW, które mają zostać dodane tylko w pierwszej połowie 2025 roku. Według doniesień firma wydała ponad 50 miliardów dolarów na nowe centra danych w okresie od lipca 2023 roku do czerwca 2024 roku.
Wszystkie te centra danych wymagają również wody, a nieco starsze dane sugerują, że zapotrzebowanie firm chmurowych na nią również rośnie. Zapotrzebowanie Microsoftu na wodę wzrosło o 34% w 2022 r. w porównaniu z rokiem poprzednim, napędzane w dużej mierze przez centra danych, podczas gdy zużycie wody przez Google wzrosło o 20% w tym samym okresie. Liczby te pochodzą sprzed szturmu generatywnej sztucznej inteligencji na świat technologii i można założyć, że w kolejnych latach nadal miały miejsce znaczne wzrosty.
Łatwo zgubić się w liczbach, ale wskazują one na oczywistą prawdę: generatywna sztuczna inteligencja to katastrofa środowiskowa, która przyspiesza naturalne zniszczenia i kryzys klimatyczny w momencie, gdy rozlegają się alarmy o cennym czasie, który pozostał, aby zmienić sytuację. Firmy technologiczne przedstawiały się kiedyś jako propagatorzy bardziej etycznej formy kapitalizmu. Chciały, abyśmy uwierzyli, że zrównoważą zysk korporacyjny ze zrównoważonym rozwojem środowiska, tak aby cyfrowa przyszłość była sprzedawana jako z natury bardziej zrównoważona niż analogowa przeszłość. Stało się jasne, że było to kłamstwo.
Tytani na szczycie branży technologicznej są zgodni z tym dążeniem do samobójstwa klimatycznego. W styczniu Sam Altman powiedział tłumowi na Światowym Forum Ekonomicznym, że musimy znacznie zwiększyć produkcję energii, aby zasilić sztuczną inteligencję bez względu na konsekwencje, i że możemy po prostu geoinżynierować planetę, aby spróbować zminimalizować wpływ na klimat. Elon Musk przyjął podobną linię, bagatelizując zagrożenie klimatyczne i wzywając do przyspieszenia produkcji energii - w tym ropy i gazu.
Nawet samozwańczy mistrz klimatyczny Bill Gates włączył się do akcji. Filantrop-miliarder od dawna jest zwolennikiem geoinżynierii, ponieważ jest ona zgodna z jego stanowiskiem w sprawie zmian klimatu, zgodnie z którym musimy polegać na technologii, a nie na zmianach społecznych i politycznych, aby zająć się gazami cieplarnianymi - nawet jeśli oznacza to przekroczenie celów emisji w krótkim okresie. W tym samym duchu powiedział niedawno rządom i ekologom, aby “nie przesadzali” z obawami o zapotrzebowanie AI na energię, ponieważ zapewni ona magiczne technofiksy AI, które faktycznie zmniejszą całkowitą emisję. Jest to stwierdzenie, które kwalifikuje się jako zaprzeczenie klimatu, jeśli o mnie chodzi.
Podtekst tego, co mówi Gates, jest dość oczywisty: jeśli obawy o zapotrzebowanie centrów danych na zasoby przerodzą się w kwestię polityczną, działania rządu mogą przeszkodzić ambicjom Microsoftu, a jak ujawniły ostatnie doniesienia, Gates jest znacznie bardziej zaangażowany w operacje AI firmy, niż sugerują jego publiczne oświadczenia. Jak już wiemy, sprzeciw wobec centrów danych rośnie w miastach i miasteczkach na całym świecie i może przyspieszyć, ponieważ dostawcy usług w chmurze budują jeszcze więcej obiektów hiperskalowych.
Branża technologiczna chce powstrzymać publiczny sprzeciw, zanim stanie się on realnym zagrożeniem dla jej wyników finansowych, ale walka z centrami danych i generatywnymi narzędziami sztucznej inteligencji, które napędzają, ma kluczowe znaczenie dla określenia, kto będzie mógł nakreślić naszą społeczną i technologiczną przyszłość. Czy miliarderzy technologiczni będą mogli przyspieszyć chaos klimatyczny dla technologii, która w praktyce ma niewiele rzeczywistych korzystnych przypadków użycia, czy też w końcu wyciągniemy ich z tronów i odzyskamy prawdziwą demokratyczną władzę nad naszym życiem? Los planety może zależeć od powstrzymania ich, zanim będzie za późno.
W styczniu Sam Altman powiedział tłumowi na Światowym Forum Ekonomicznym, że musimy znacznie zwiększyć produkcję energii, aby zasilić sztuczną inteligencję bez względu na konsekwencje, i że możemy po prostu geoinżynierować planetę, aby spróbować zminimalizować wpływ na klimat.
Nie wiedziałem o tym, ale zgadzam się.
[…] musimy polegać na technologii, a nie na zmianach społecznych i politycznych […]
Sceptycznie. Jedno nie wyklucza drugiego.
[…] dla technologii [AI], która w praktyce ma niewiele rzeczywistych korzystnych przypadków użycia […]
Jeszcze gdyby to było robione przez faktycznych naukowców, to może i nie skończyłoby się aż taką katastrofą. Ale robione przez „an American entrepreneur and investor best known as the CEO of OpenAI since 2019” i jemu podobne osoby?
Na pewno się dobrze skończy /s
Ale S. Altman postuluje, że to on albo OpenAI mają tę geoinżynierię robić? Im to ja też odmawiam wybitnych kompetencji na tym polu, choć niech próbują, może mają ludzi – jak demokratyzacja, to demokratyzacja. Takie Google wyewoluowało w Alphabet, które poskupywało różne firmy i start-upy, założyło tam to całe nibytajne Lab X dla przełomowych projektów. Serio, regularnie dostrzegam różnicę w mentalności, skąd nieporozumienia w interpretacji fenomenów – dla mnie Elon Musk, Sam Altman, Larry Page i Sergei Brin, ogółem wspomniani TESCREAL – to są pionki, tacy celebryci, tzw. role models. Użyteczni dla budowania poparcia konceptów, a to tu i teraz nieodzowny etap, kiedy rozważamy wydatkować biliony i biliardy (przestaje mieć znaczenie, której waluty; metafora “planetarnego wysiłku”). Sława na nich, jak coś “pyknie”. Równolegle trwa walka o świat, w którym nie ma “wyróżnionych pionków”, zaś postępu nie projektują korporacje za “procent od x”. Mentalnie daję radę pogodzić te dążenia – co najwyżej rozstrzygają się horyzont lub kontekst osiągnięcia celu, lecz osobiście nie mam problemu, że czegoś wielce nie dożyję.
A widzisz gdzieś dowody na to, żeby korporacje pracowały z naukowcami inaczej niż w celu zabezpieczenia swoich zysków? Historie takie jak koncerny paliwowe znające prognozy wpływu wykorzystania paliw kopalnianych i uciskające aktywistów owszem pamiętam, ale jakichś zmian w celu poprawy dobrobytu ludzkości raczej nie.
Popatrz na to realistycznie: to jest propaganda a nie poparty konkretnymi przesłankami postulat. Można sobie mówić ile się chcę, co widać też na naszej scenie politycznej, ale od postulatów do osiągnięć jest bardzo daleko.
Ja się prawdę mówiąc zastanawiam, czy nie zgłosić się do tego stowarzyszenia. Faktycznie jest to trochę inna forma kontaktu ze zwykłymi ludźmi. Żeby sprawdzić po co to w ogóle będzie i czy moje zdanie będzie wzięte pod uwagę. Chyba, że wszystko będzie na Facebooku, to wtedy co najwyżej mogę pomachać ręką :P
Skoro się zastanawiasz, to pewnie warto się zgłosić. Nikt Cię za to nie zastrzeli, a przynajmniej będziemy wiedzieć prawie z pierwszej ręki co i jak, hehe.
Moim zdaniem udział i praca w tej grupie sprowadzi się do pompowania popularności kierownictwa.
Opowieść o bezradności wyalienowanego parweniusza (wcale nie wyjątkowego, jak wskazuje mniemana popularność jego dziełka. “Dla mnie rodzina to opresyjna instytucja, której za wszelką cenę chciałem się pozbyć”, mówi, i ja to rozumiem. Ale jednocześnie widać jego ogromne poczucie winy, zagadywane skargami na “system gospodarczy i społeczny, państwo, rządy, partie polityczne…”. Zarazem niezdolność wyjścia poza fałszywy dualizm rozwiązań instytucjonalnych vs. samotnego zmagania się ze światem. Rozumiem, że to jest jego doświadczenie, które całkowicie odcina empatię wobec matki, ale, u licha, po coś się jest tym intelektualistą. Na przykład po to, żeby dojrzeć inne idee - jak choćby społeczności opiekuńcze. Wystarczy pół godziny w sieci, żeby się o tym dowiedzieć. Podejrzewam, że gostek jest zbyt przerażony perspektywą własnej samotnej i bezużytecznej starości, żeby zrobić cokolwiek, prócz chowania się za kolejnymi pozorami.
W sumie mogłoby mi być go trochę żal, gdyby nie to, że prezentuje się jako straszna gnida.
Zaczęłam czytać tą jego książkę “śmierć kobiety z ludu” i przerwałam. Dawno nikt mnie tak nie wkurzył 😅 każde zdanie to jakiś koszmar. Hehe zupełnie nie w moim stylu. Przeintelektualizowane rozkminy sredniozamoznego typa, który nigdy nikim się nie opiekował.
Możesz mi coś napisać o sobie? Najlepiej coś co stawia cię w złym świetle. Tak żebym mógł wygodnie i szybko zajechać twoją dowolną wypowiedź nie dyskutując z jej treścią.
A czytałeś to? Bo on tak sam o sobie pisze w tej książce. To jest jego punkt wyjścia. Dla mnie zupełnie nie strawny. Dunin to ładnie opisała na krypolu, zaraz znajdę.
W sensie: to jest książka biograficzna. Nie o jego matce ani nie o starości. To jest książka o lęku Eribona przed starością. O jego izolacji rodzinnej, o odrzuceniu i rezygnacji z rodzinnych form życia na rzecz intelektualnych poszukiwań znaczenia życia społecznego. Eribon traktuje życie społeczne jak egzotyczny eksponat muzealny. Moim zdaniem to go stawia w złym świetle ale wiem też że ma fanów XD
Nie znam typa, nie bronie go i jego książki. Triggeruje mnie krytykowanie dowolnej koncepcji przez wyciąganie przywar autora. W twoim komentarzu nie było polemiki z żadną myślą tylko z tym, że autor jest jakiś albo czegoś nie robił w zyciu. Tak można zaorać dowolną idee.
Tekst z krypolu właśnie przeczytałem i fanem nie jestem. “Jego quasi-rodziną jest partner i przyjaciele”. Przedrostek quasi definiowany jest jako ‘pozorowany, zaznaczający, że coś nie jest w ogóle tym czym się nazywa’. Tymczasem obecnie rodzinę definiuje się jako osoby, które łączy wzajemna pomoc, opieka i wiara we wspólne połączenie. Zatem to zdanie z krypolu opiera się na bardzo konserwatywnym i prawicowym podejściu.
On nie pisze o teorii tylko o swoim życiu, na podstawie którego stawia pewne tezy. Trudno więc nie krytykować tego życia,biorąc pod uwagę jaki wpływ miało na te koncepcje, które prezentuje. Co do rodziny to jeśli uznać ją jedynie za związek miłości i troski wobec wybranych osób pelnosprawnych to nie wiem czy jest to jakoś wyzwalające. Eribon nie pisze nic o tym kto opiekuje się rodzicami jego partnera czy przyjaciela. Nie pisze żeby opiekował się kiedykolwiek jakąś starszą sąsiadką, starszym wykładowcą ze swojej uczelni, czy niepełnosprawnym dzieckiem z ulicy na której mieszka. Być może jestem rozgoryczona bo patrzę poprzez pryzmat kobiet, które tymi właśnie osobami się opiekują. Bo to że wybrał sobie rodzinę pelnosprawną nie sprawia że tamte osoby zniknęły. Tutaj rozwiązania systemowe są oczywiście fajnym wyjściem, o którym on pisze, tyle że tylko z jego punktu widzenia. Nie będę udawać że teoria i koncepcje są odcięte od doświadczeń i życiowych decyzji osób które je prezentują. W jakiś sposób z nich wynikają, zwłaszcza w książce tak biograficzna, jak ta.
To internet więc uprasza się nie rzucać we mnie kapciem za nie rozpoznany sarkazm [edit] w komentarzu powyżej.
Zważywszy na układy rządzących z developerami i mafiami śmieciowymi oraz ostatni klimat polityczny zawsze będę miał z tyłu głowy to, że publicznie komunikowanie motywy podpalaczy wcale nie muszą być prawdziwe.
Mój komentarz był na poważnie, bo co rusz palą się trawy, składowiska odpadów, zdarza się też, że budynki, których nie opłaca się remontować. Także było to dla mnie najbardziej oczywiste, a tu się okazuje, że to jednak grubsza sprawa.
Po co używacie tak mądrych słów, by nie po to, by się popisać? Czemu zakładacie, że wszyscy znają słowa z angielskiego, lub w ogóle rozumieją po angielsku?
W sumie, jeśli nie po to, by się popisać, a dlatego, że nawet nie widzicie w tym nic złego, to świadczy o Was jeszcze gorzej: że otaczacie się wyłącznie ludźmi wykształconymi, że w Waszych kręgach to normalne i dziwi Was to, że ktoś może nie rozumieć.
Tak, ale gorzej, że gdy tłumaczysz jak równiacha jakieś postępowe koncepty wspólnocie, to możesz się spotkać z także niezrozumieniem, jak gdy odgrodzisz się np. językiem do bańki. Mosty próbują budować np. konferencje TED, TEDx.
Czytam artykuł jako krytykę przeintelektualizowanego, właśnie elitarystycznego języka. Tradycyjnie Strona Społeczna czuła nieufność wobec takich postaw, dopatrując się np. awangardyzmu czy obrony przywilejów (niżej podpisany – niekoniecznie; precyzyjne słownictwo jest O.K.). Z problemami ze zrozumieniem spotkano się np. w przypadku pochwały elektrowni fuzji jądrowej, badań czy eksploracji kosmosu (megainwestycje, tzw. Big Science, z detektorami fal grawitacyjnych na czele) jako bodźców rozwojowych gatunku i cywilizacji.
W kraju, gdzie ludzie muszą mieszkać z rodzicami, rządy służą bankom, kamienicznikom, deweloperom i korporacjom, minimalna pensja rzadko wystarcza na wynajem mieszkania, prawie 2 miliony mieszkań stoi pustych, a wszystkiemu winny jest - ktoz by się spodziewał - socjalizm/komunizm (ale na pewno nie kapitalizm, czy neoliberalizm).
Zarówno ekonomia kapitalizmu (również przyklaskujący temu neoliberalizm) prowadzi nas do przepaści. Najwyższa pora to zatrzymać. Problemem jest to, że nie ma jasnej wizji przyszłości. Inicjatywy oddolne są rozproszone, ludzie nie mogą się dogadać. A zmiana bez naszego dzialania sama się nie dokona. P. s. Nawet w kwestii wyborów od dawna większość ludzi (nie tylko w Polsce) , o ile bierze udział w głosowaniu to wybiera metodą “mniejszego zła”. Tylko zło jest złem, jako takie nie powinno być wartościowane.
Zmiany się dokonują - nawet poprzez różnorakie inicjatywy. Nie ma co popadać w defetyzm - lepiej właśnie współtworzyć te grupy.
“Tylko zło jest złem, jako takie nie powinno być wartościowane.” - zgadzam się, dlatego na pytanie: które kolano ci przestrzelić? Odpowiadam: wypierdalaj. (To o demokracji przedstawicielskiej i wyborach).
Ten artykuł jest fragmentem śledztwa przeprowadzonego przez Diario de Cuba i CONNECTAS, opublikowanego ponownie w Global Voices.
Reżimowy biznes zdrowotny wart miliony dolarów opiera się na dwóch filarach: wysokiej jakości usługach dla obcokrajowców na wyspie i masowym eksporcie pracowników służby zdrowia poprzez misje medyczne. Ten lukratywny model pozwolił rządowi propagować i sprzedawać altruistyczne oblicze, podczas gdy Kubańczycy cierpią z powodu upadku szpitali, a lekarze tworzący misje są narażeni na wszelkiego rodzaju naruszenia ich praw.
Pandemia wywołana przez koronawirusa stała się idealnym momentem do reaktywacji sprzedaży kubańskich usług medycznych, które spadły w latach 2018-2019 po zakończeniu proreżimowych rządów w Brazylii, Boliwii i Ekwadorze. W październiku 2021 r. wiceminister zdrowia Kuby, dr Regla Angulo Pardo, ogłosiła, że 57 brygad składających się z 4 982 pracowników służby zdrowia współpracowało w walce z COVID-19 na 41 terytoriach w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach, w Afryce i Europie.
W lutym tego samego roku ministerstwo zdrowia stwierdziło, że w ciągu ostatnich 60 lat kubańscy lekarze przeprowadzili ponad 14,5 miliona operacji na całym świecie, uczestniczyli w prawie 4,5 miliona porodów i uratowali 8,7 miliona istnień ludzkich. Oprócz ożywienia rekrutacji za granicą, pandemia posłużyła Hawanie jako ramy do reaktywacji propagandy otaczającej misje medyczne, która obejmowała kampanię na rzecz Pokojowej Nagrody Nobla dla kontyngentu specjalistów wysłanych do pracy w celu powstrzymania Covid-19.
Iluzja Nobla nie powiodła się. W przeciwieństwie do tego, co się stało, Kubańczycy mieli dość, a ich demonstracje trafiły na pierwsze strony wiodących światowych mediów. Jedną z przyczyn historycznego protestu z 11 lipca 2021 r. była kwestia zdrowia: upadek szpitali i niedobór leków, uznany nawet przez rząd, który nie jest przyzwyczajony do przyznawania się do swoich błędów. Wpływ miał również wzrost liczby zakażeń Covid-19 i zgonów od połowy kwietnia tego roku, mimo że Kuba jest jedynym krajem Ameryki Łacińskiej, który ogłosił opracowanie własnych szczepionek, z których dwie zostały już zatwierdzone przez Centrum Państwowej Kontroli Leków, ale żadna z nich nie została zatwierdzona na arenie międzynarodowej.
Reaktywacja kubańskiej propagandy nie wystarczyła, by uciszyć nieprawidłowości, które od lat otaczają model kubańskich misji medycznych, ani by poprawić sytuację krajowego systemu opieki zdrowotnej. Diario de Cuba i Connectas zbadały i znalazły liczne zeznania specjalistów, którzy uczestniczyli w tych misjach w Wenezueli, Brazylii, Boliwii, Ekwadorze, a nawet Arabii Saudyjskiej, i którzy potępiają łamanie praw człowieka.
Świadectwa te ujawniają również obecny stan systemu opieki zdrowotnej na Kubie: kontrast między służbą zdrowia dla Kubańczyków - której stan pogarsza się od lat, co przyspieszyło wraz z pandemią - a “turystyką zdrowotną” dla obcokrajowców, która nadal cieszy się dobrą międzynarodową reputacją.
Jak to się dzieje, że Kuba, karaibska wyspa z 11 milionami mieszkańców, ma, według danych Banku Światowego, więcej lekarzy na tysiąc mieszkańców (8,4) niż potęgi takie jak Niemcy (4,2), Szwecja (4), USA (2,6) czy Japonia (2,4)? A jednocześnie, jak to się stało, że jeśli w 2010 r. w klinikach rodzinnych na wyspie pracowało 36 478 lekarzy, to w 2017 r. było ich już tylko 13 131; innymi słowy, spadek o 64 procent w mniej niż dekadę?
W 1984 roku kubański rząd stworzył program lekarzy rodzinnych i pielęgniarek, którego celem było zapewnienie opieki zdrowotnej całej populacji wyspy. Chociaż program ten stał się światowym punktem odniesienia, upadek Związku Radzieckiego i kryzys, który nastąpił na Kubie, pokazały, że brakowało mu planu zrównoważonego rozwoju.
Wybawieniem okazało się dojście do władzy Hugo Cháveza w Wenezueli. W dniu 30 października 2000 r. Kuba i Wenezuela podpisały porozumienie, na mocy którego strona kubańska zobowiązała się do wysyłania lekarzy w celu świadczenia bezpłatnych usług w miejscach o niewystarczającej opiece zdrowotnej oraz do szkolenia wenezuelskiego personelu. Ze swojej strony Wenezuela zobowiązała się do wysyłania 53 000 baryłek ropy dziennie.
W 2011 r. kubański rząd przeprowadził serię prywatyzacji w rosyjskim stylu, aby wprowadzić państwową gospodarkę do świata wolnego rynku. W ten sposób narodziła się Comercializadora de Servicios Médicos Cubanos, spółka akcyjna, która przejęła działalność eksportową personelu medycznego. Za pośrednictwem tego podmiotu i dzięki sojuszowi z Wenezuelą możliwe było wprowadzenie eksportu kubańskiej wyspecjalizowanej siły roboczej na masową skalę, a także spełnienie marzenia Fidela Castro: eksport rewolucji i rozszerzenie jej wpływów na cały świat. W ten sposób, oprócz waluty ekonomicznej, misje medyczne stały się również walutą dyplomatyczną.
Jednocześnie masowy eksport personelu medycznego rozwiązał pewien problem: niemożność zatrudnienia tak nieproporcjonalnie dużej liczby lekarzy na Kubie. Jednak to, co było rozwiązaniem dla kubańskiego rządu, stało się męką dla wielu lekarzy biorących udział w projekcie. Zeznania z tego dziennikarskiego śledztwa, takie jak zeznania dr Elisandry del Prado Torres, ujawniają, że kubańscy specjaliści nie mogli swobodnie spotykać się, wyznawać swojej religii ani wybierać partnera.
Oprócz naruszania podstawowych wolności i praw, kubańscy pracownicy służby zdrowia są zmuszani do angażowania się w prozelityzm polityczny. Lekarz, który był szefem Integralnego Społecznego Obszaru Zdrowia w Wenezueli, opowiedział, jak zmuszano go do mieszania się w lokalną politykę. “Byłem odpowiedzialny za Río Asic Caribe, gminę Arismendi, stan Sucre. Zostałem tam zmuszony do wspierania burmistrza w jego kampanii o reelekcję. Każdego dnia uczestniczyłem w spotkaniach mających na celu opracowanie strategii. Wszystko to z kubańskim doradcą ds. bezpieczeństwa o imieniu Miruslava. Praktycznie musieliśmy mówić burmistrzowi, jak ma postępować…”.
Pomimo presji, jakiej poddawani są profesjonaliści uczestniczący w tych misjach, opcja niewyjechania jest jeszcze gorsza. Różnica w wynagrodzeniu między pozostaniem na Kubie a dołączeniem do misji jest tak wyraźna, że nawet konieczność przekazania władzom ponad 75% swojej pensji, gdy ktoś zdecyduje się pracować poza wyspą, wciąż jest szansą na dobrobyt. Co więcej, każdy, kto odmówi wyjazdu na misję, może zostać uznany za kontrrewolucjonistę i otrzymać karę, taką jak przydział do pracy w odległej wiosce. Co więcej, każdy, kto ucieknie z misji, ma zakaz powrotu na Kubę przez osiem lat.
Model, który został po raz pierwszy wdrożony w Wenezueli, został powielony w kilku krajach, ale został szczególnie wzmocniony w Brazylii dzięki programowi Mais Medicos, który obejmował co najmniej 18 000 kubańskich specjalistów w ciągu pięciu lat.
Tymczasem sytuacja zdrowotna Kubańczyków nie jest dużo lepsza. Brak leków, tlenu, benzyny dla karetek pogotowia i ogólne pogorszenie systemu są obecnie powszechne w kraju. Sieci społecznościowe stały się sceną, na której obywatele skarżą się na tę sytuację, nawet ci, którzy popierają reżim.
Sprzeczności w kubańskim zdrowiu zostały zaostrzone przez pandemię, tę samą, która posłużyła rządowi do wznowienia misji na całym świecie. Podczas gdy brakuje najbardziej podstawowych leków, opracowuje się więcej szczepionek przeciwko COVID-19 niż w jakimkolwiek innym kraju Ameryki Łacińskiej. We wrześniu kubański rząd wynegocjował sprzedaż 10 milionów dawek szczepionki Abdala do Wietnamu, kiedy tylko 40,3% populacji było w pełni zaszczepione.
Gdzie trafiają znaczne środki zebrane z misji? W pierwszej połowie 2021 r. rząd przeznaczył 45,5% budżetu na usługi biznesowe i działalność związaną z nieruchomościami skoncentrowaną na turystyce międzynarodowej, podczas gdy tylko 0,8% przeznaczono na zdrowie publiczne. Innymi słowy, biznes i polityka na zewnątrz, zaniedbania w środku.
Jprdl po co publikować te rasistowskie wyrzygi Łukasz Warzechy w takim tekście? Serio czy media liberalne w końcu przestaną w imię “pluralizmu” dawać platformę seksitom, rasistom, homofobom, transfobom?
Widzę tutaj trend coraz mocniejszej koncentracji wyborców na dwóch partiach. W mojej małej mieścinie ludzie zamiast głosować na znajome twarze - w końcu to są wybory samorządowe, gdzie startują osoby, które się zna i wie się o nich więcej, niż o gadających głowach w parlamencie - to głosowali na PiS vs PO. Kilka fajnych, aktywnych społcznie i, wydawałoby się znanych osób dostało żadne wyniki. Kapitalistyczna propaganda działa, reklamowanie w prywatnych i państwowych mediach tylko dwóćh partii przynosi efekty.
publicystyka
Ważne
Magazyn ze zdalnego serwera może być niekompletny. Zobacz więcej na oryginalnej instancji.